Ślonski Polski

„Tak sie niy godo!”

fot. Mariusz Cieszewski / PolandMFA
fot. Mariusz Cieszewski / PolandMFA

Ślonsko godka je fest specyficzno, bo powstała z godanio. Potym sie dopiyro zaczło spisywać wszystki ślonski nazwy i jaki majom znaczynia.

Na naszyj zajcie tyż widać, że nikiedy niy godzicie z tym, że coś sie nazywo tak, a niy inakszy. Je z tego moc śmiychu, ale tyż czasym cołkiym poważno godka. Wszyjscy mocie recht i żodyn ni mo rechtu! Bo ślonski je fest roztomańty! I roztomańcie sie godo, niy yno na południu i na północy regionu, ale tyż inakszy sie to samo nazywo w sonsiedni wsi, mieście i na sonsiedni grubie.

Na jednyj grubie na trzech chopa, co razym fedrujom bydom wołać „kolona”, a gruba dali mo zamiast „kolon” „kropy”. Do roboty pojedzie sie „cugiym” do kerego sie zapino „bryczki”, a kaj indzi „koloski”. Rubszy palik z drzewa to je „knipel”, a gruba dali mo „sztoga”.

Jedni godajom „binder”, a za miedzom godajom „szlips”. We jednej wsi mamulka bydzie dziecka wołać zeszrotować „aintopf”, a już kaj indzi bydom dziecka jeść „flapsowa”. A po tyj zupie bajtle mogom mieć pychole abo zmazane abo uciorane.

Jak Ziguś ze szkoły przidzie, „oma” abo tyż „starka”, mu upiecze „babowka”, a ji siostra, co miyszko pora kilosow dali ukrynci „zista”.

Na drotach ze sztromym siedzom „cilipy”, a trocha dali bydom to „ciamle”.

Jedne z Wos lubiom „wrawo”, a inksi „gorko” bonkawa.

W chlywiku som: „gusiok”, „kormik”, „wieprzek”. Wiycie co? Niy leżom tam na basach we trzech, yno to je ta samo świnia! Jedna!

Jak sie chłop napiere i doczołgo do dom, to baba bydzie „obuczano” abo tyż „ofuczano”.

Tyn, co przijedzie na Ślonsk za robotom bydzie na przemian „gorolym”, „werbusym” abo tyż we Krapkowicach to już bydzie „hadziaj”.

Jak pojedziecie do Zabrzo, a zwyrtniecie na Tychy, to sie abo „chachniecie”, abo tyż „machniecie”. Tak czy owak do Zabrzo niy dojedziecie.

Wongli we familoku z pywnice możecie tachać abo w „kiblu” abo w „ajmerze”. A jak już łogiyń rozpolicie musicie „zetfać” abo „doczkać” aż drzewo sie rozgore coby wonglym nakłaś pod blacha.

Takich przikładów idzie podować dziesiontki. I wiycie co… ni ma sie co wadzić czy godo sie tak abo inakszy. Ważne, że sie godo, a niy mówi, bo to oznaczo, że ślonsko mowa żyje i mo sie dobrze! A Wasze wadzyni sie ło tym świadczy!

Słownik kiery sie może przidać:

kropa, kolona – brygada

bryczki, koloski – wagoniki do przewozu ludzi

knipel, sztona – kawałek drewnianego palika

aintopf, flaps – jednodaniowa gęsta zupa

binder, szlips – krawat

zmazany, uciorany – brudny

oma, starka – babcia

babowka, zista – ciasto, babka

cilipy, ciamle – wróble

wrawy, gorki – gorący

gusiok, kormik, wieprzek – świnia

obuczany, ofuczany – gderający, marudzący, obrażony

gorol, werbus, hadziaj – nie Ślązak

chachnąć, machnąć – pomylić się

kibel, ajmer – wiadro

zetfać, doczkać – zaczekać

fot. Mariusz Cieszewski / PolandMFA
fot. Mariusz Cieszewski / PolandMFA

Śląski język jest bardzo specyficzny, bo powstał z mówienia. Potem się dopiero zaczęło spisywać wszystkie śląskie nazwy i jakie mają znaczenia.

Na naszej stronie też widać, że niekiedy nie godzicie się z tym, że coś nazywa się tak, a nie inaczej. Jest z tego wiele śmiechu ale też czasem całkiem poważna rozmowa. Wszyscy macie rację i żaden (nikt) nie ma racji! Bo śląski jest różnorodny. I różnorodnie się mówi, nie tylko na południu i północy regionu, ale też inaczej się to samo nazywa w sąsiedniej wsi, mieście i na sąsiedniej kopalni.

Na jednej kopalni na trzech mężczyzn, co razem pracują będą wołać „kolona”, a kopalnia dalej ma zamiast „kolon” „kropy” (brygada). Do roboty pojedzie się pociągiem, do którego podpina się bryczki, a gdzie indziej koloski. Grubszy, drewniany pal to jest „knipel”, a kopalnia dalej ma „sztogę”.

Jedni mówią binder, a za łąką mówią „szlips” (krawat). W jednej wsi mamusia będzie wołać dzieci, aby zjadły zjeść „aintopf”, a już gdzie indziej będą dzieci jeść „flapsowa” (gęsta zupa). A po tej zupie dzieci mogą mieć buzie albo „zmazane” albo „uciorane”.

Jak Zygmuntek ze szkoły przyjdzie, „oma” albo też „starka” mu upiecze „babowka” a jej siostra, która mieszka parę kilometrów dalej ukręci „zista” (babka).

Na drutach z prądem siedzą „cilipy” albo „ciamle” (wróble).

Jedni z Was lubią „wrawo” a inni „gorko” kawę zbożową (gorącą).

W chlewiku są: „gusiok”, „kormik”, „wieprzek” (nazwy świni). Wiecie co? Nie leżą tam na brzuchach w trójkę, tylko to jest ta sama świnia! Jedna!

Jak się facet upije i doczołga do domu, to żona będzie „obuczano” albo „ofuczano” (obrażona, marudząca).

Ten, kto przyjedzie na Śląsk za pracą będzie na przemian „gorolem”, „werbusem” albo też w Krapkowicach będzie „hadziaj”.

Jak pojedziecie do Zabrza, a skręcicie na Tychy to się albo „chachniecie” albo też „machniecie” (pomylicie). Tak czy owak do Zabrza nie dojedziecie.

Węgiel w familoku z piwnicy możecie nosić w „kiblu” albo w „ajmerze” (wiadrze). A jak już ogień rozpalicie, musicie „zetfać” albo „doczkać” (poczekać) aż drewno się rozpali, żeby węglem przyłożyc pod blachę (do pieca).

Takich przykładów można podawać dziesiątki. I wiecie co, nie ma się co kłócić, czy mówi się tak albo inaczej. Ważne, że się godo a nie mówi, bo to oznacza, że śląska mowa żyje i ma się dobrze. A Wasze dyskusje o tym świadczą!

Słownik pomocniczy:

kropa, kolona- brygada

bryczki, koloski- wagoniki do przewozu ludzi

knipel, sztona- kawałek drewnianego palika

aintopf, flaps- jednodaniowa gęsta zupa

binder, szlips- krawat

zmazany, uciorany- brudny

oma, starka- babcia

babowka, zista- ciasto, babka

cilipy, ciamle- wróble

wrawy, gorki- gorący

gusiok, kormik, wieprzek- świnia

obuczany, ofuczany- gderający, marudzący, obrażony

gorol, werbus, hadziaj- nie Ślązak

chachnąć, machnąć- pomylić się

kibel, ajmer- wiadro

zetfać, doczkać- zaczekać

Artykuł został napisany przez Zuzię Karwot z Rydułtów.

Tekst:
Zuzia Karwot

Co byś na to pedzioł?

mini

Maria Cunitz – ślonsko Pallas Atena

Kożdy rod podziwo sie na gwiozdki brzyżdżonce na naszym ślonskim niebie. W XVII storoczu żyła se tyż tukyj tako Marika, kiero tyż poradziła tak siedzieć cołkimi godzinami i przi tymu maszkecić ze swojim chopym.

WIYNCYJ »

fot. Radosław Kaźmierczak

Swojski buchty

Tyn, kierego bawiła starka w doma zawdy zno smak prawdziwych buchtów. Som jeszcze buchty, kiere sie pamiynto z przedszkola. Ale to niy było to samo, co wyrobiane w doma przez stareczka i z wielkigo przonio.

WIYNCYJ »